50 twarzy OCD- oblicza nerwicy natręctw

„A jeśli….?” Tak zaczyna swoją opowieść większość osób cierpiących z powodu choroby nazywanej często nerwicą natręctw. Przedstawię kilka historii, które mogłyby wydarzyć się naprawdę i mogą wydać się dla Ciebie znajome. Podobieństwo wynika jedynie z koincydencji objawów.

Twarz 1.

Wszystko zaczęło się od zapalenia ścierki wiszącej obok kuchenki gazowej. Przypadek, gotujący się rosół i ścierka, która spadła z haczyka. Ścierka zaczęła się palić, szybko ugasiłam pożar, jednak to co stało się później, było znacznie gorsze od płomienia, które spopieliły znienawidzoną ścierkę w owoce. Pomyślałam „To moja, wina, jestem nieodpowiedzialna”. Pojawiła się silna potrzeba sprawdzania, najpierw kuchenki i wszystkiego, co jest obok niej, potem gazu, zaworów z wodą. W całym domu zamontowałam czujniki dymu, co i tak nie miało znaczenia ,bo wszystko sprawdzałam, nawet  kilka razy dziennie. Przed wyjściem robiłam szczegółowy obchód całego domu, czasem zajmowało to godzinę, czasem dwie. Zdarzyło się, kiedyś że pędem wybiegałam z pracy, kierowana myślą „A jeśli, zostawiałam włączoną kuchenkę? Najbardziej bałam się tego, że zrobiłam coś nie tak, lub czegoś nie zrobiłam. Rytuały sprawdzania nie osłabiły moich obaw, a je nasiliły, ponieważ ciągle wydawało mi się, że wykonałam je nie dokładnie, więc zaczynałam od nowa. I tak bez końca!

Twarz 2.

Choroba, zakażenie, bakterie, brud. Te słowa doprowadziły mnie do szaleństwa! Wszystko zaczęło się, kiedy starszy syn, podczas pobyty na koloniach zachorował na jelitówkę. Niby nic groźnego, ale młodsza córka zaraziła się od niego i wylądowałyśmy w szpitalu. Było z nią bardzo źle, przelewała się przez ręce, przez kilka dni biegunka i wymioty. Byłam przerażona i nie opuszczała mnie myśl, „Jak mogłam do tego dopuścić”, „Co jeśli, będą powikłania?”. Starałam się zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby nie narazić moich dzieci na zachorowanie. Zaczęło się od dokładnego mycia rąk. Z czasem dokładnie oznaczało nawet 50x dziennie. Dzieci nie mogły bawić się na placu zabaw, ciągle wycierałam im ręce antybakteryjnymi chusteczkami. Najgorzej było, jak ktoś w zasięgu kichnął lub kaszlnął. Mój niepokój sięgał zenitu, całe ubranie lądowało w pralce, potem kąpiel. Szerokim łukiem omijałam szpitale, przychodnie  zdrowia i autobusy. Jeżeli już musiałam tam być, to nigdy nie siadałam na krześle i starałam się niczego nie dotykać. Wszelkie plamy, zabrudzenia omijałam, bo mogły być one fekaliami, czy krwią. Chwilę przed zgłoszeniem się po pomoc, miałam problem ze zrobieniem obiadu. Dokładne umycie warzyw, talerzy, czy mięsa zajmowało mi kilka godzin.

Twarz 3.

Porządek musi być, to przez całe życie wpajali mi rodzice. Od dziecka wszystko u mnie w pokoju miało swoje miejsce. Zabawki były ułożone kolorami, książki według wielkości. Nienawidziłem, kiedy odwiedzała nas koleżanka mamy ze swoją córką, która wszystko zdejmowała z moich półek. Nie mogłem się z nią bawić, kiedy rzeczy były nie tam gdzie trzeba, byłem wściekły. Z wiekiem mi nie przeszło, a wręcz odwrotnie, układałem wszystko jeszcze dokładniej. Nie mogłem zasnąć, kiedy kapcie nie stały w centralnym miejscu łóżka, czy prześcieradło miało zagniecenia. Wszystko musiało być idealnie równo. Nie trudno domyśleć się, że niechętnie zapraszałem znajomych, w zasadzie wcale ich nie zapraszałem. Porządkowanie rzeczy po ich wizycie zajmowało długie godziny. Sprzątałem mieszkanie zawsze w takiej samej kolejności, a kiedy coś mi przerwało, zaczynałem wszystko od nowa.

Twarz 4.

Bluźniercze myśli to było coś czego bałem się najbardziej. Seks i wszystko  co z nim związane, powodowało, że czułem ogromny niepokój. Ratunkiem była modlitwa, ale musiała być odmówiona porządnie, najczęściej odmówiona kilka razy pod rząd, potem kilkanaście, aż do momentu, kiedy nie czułem, że jest ok. Najgorzej było w kościele, wtedy myśli przejmowały nade mną kontrolę, obezwładniały mnie. Koniec końców przestałem chodzić do kościoła, ze strachu przed własnymi myślami, przez co odczuwałem ogromne poczucie winy. Modliłem się w myślach, kiedy widziałem atrakcyjną kobietę, kiedy w filmie ktoś się całował. Przestałem oglądać telewizję i korzystać z Internetu, rzadko wychodziłem z domu.

 Twarz 5.

Nigdy nie przechodziłam pod drabiną, dotykałam guzika, kiedy widziałam kominiarza. Na czarne koty reagowałam alergicznie- musiałam odwrócić się i chwilę postać, żeby nie mieć pecha. Kiedy jakaś zła myśl przemknęła przez moją głowę, wiedziałam, że coś złego się stanie. Jak upadła mi kartka z notatkami przed egzaminem, to do niego nie przystępowałam, nawet po nadepnięciu jej w określony sposób. Byłam przesądna, lecz to za mało powiedziane. Progi stały się moim głównym wrogiem. Nie mogłam tak po prostu przejść. Musiałam najpierw dotknąć futrynę z prawej strony, następnie z lewej, dopiero potem mogłam przejść. Coraz częściej nie byłam pewna czy dobrze to zrobiłam, więc wracałam i powtarzałam czynność jeszcze raz, aż do skutku. Uciekałam przed pechem, który rozgościł się w poczuciu niepewności.

Twarz 6.

Często w wiadomościach z pogardą słuchałam o złych matkach, które skrzywdziły swoje dzieci. Nie mogłam wyobrazić sobie, jak można zrobić coś tak strasznego. Któregoś dnia podczas szykowania obiadu, pomyślałam, żeby dźgnąć córkę nożem. To było straszne, jak mogłam coś takiego pomyśleć, przecież tak bardzo kocham swoją córeczkę. Poczułam ogromne poczucie winy i przerażenie. Pomyślałam „Jaką jestem straszną matką, skoro coś takiego w ogóle przyszło mi do głowy. Nie mogę nawet tak myśleć!”. Starałam się nie myśleć, a im bardziej się starałam, tym częściej te myśli mnie dopadały. Pochowałam wszystkie ostre przedmioty w domu, nic ostrego nie mogło być w zasięgu mojego wzroku, kiedy córka była obok. Nawet klucze stały się moim wrogiem. Bałam się być sama z córką. Powtarzałam sobie, że „jestem dobrą matką i nie mogłabym skrzywdzić własnej córki”. Ta myśl dodawała mi otuchy, tylko przez chwilę. Potem znowu dopadały mnie te straszne myśli.

Twarz 7.

„Niczego nie można wyrzucać, bo może się jeszcze przydać”. Tak sobie powtarzałam, kiedy odkładałam kolejne puste opakowanie po lodach do spiżarni. Nie zdziwiło mnie, że zabrakło miejsca w spiżarni, a znalazło się trochę w salonie za drzwiami i w kartonie z ulotkami z Lidla. Brak miejsca tłumaczyłam za małym mieszkaniem, brakiem piwnicy itp. Piwnica wkrótce się znalazła, ale i ona nie wystarczyła. Kartony były w całym domu. Trzymałam stare paragony, gazety, pocztę, pudełka, serwetki, pojemniki i inne gadżety, które wydawały mi się tak bardzo potrzebne. Kiedy próbowałam coś wyrzucić dopadał mnie lęk, silny, nieokreślony. Nie miewałam gości, bo i tak nie mieliby gdzie usiąść. Wszystko było zawalone rzeczami, których się wstydziłam, nie chciałam ich, ale jednocześnie bałam się je wyrzucić.

Mogłabym opisywać bez końca podobne historie. To co łączy wszystkie opisane wyżej fikcyjne postacie to cierpienie spowodowane natręctwami, a także obawy, że tak będzie już zawsze. Nie musi tak być. Są różne metody leczenia OCD, wśród nich za najskuteczniejszą uznawana jest terapia poznawczo-behawioralna. W wielu przypadkach skuteczne i niezbędne jest leczenie farmakologiczne. Twoim życiem nie muszą rządzić obsesyjne myśli. W wyniku leczenia może być ich znacznie mniej. Czynności natrętne  nie  muszą zajmować wiele godzin i być tak dotkliwe. Objawy w wyniku terapii mogą znacznie zmniejszyć swoje nasilenie. Pamiętaj jednak, że nie miną całkiem, ponieważ „Natręctwa są jak koty. Ma jej wielu ludzi.” *( za. Bryńska i Kołakowski, Bryńska 2007, s.67).

Więcej na temat mechanizmów powstawania objawów OCD znajdziesz tutaj: https://lazurowaterapiacbt.wordpress.com/2016/05/28/natrectwa-sa-jak-koty-ma-je-wielu-ludzi/

Alicja Balińska

Literatura:

Bryńska, A. (2007). Zaburzenie Obsesyjno-Kompulsyjne. Rozpoznawanie, etiologia, terapia poznawczo-behawioralna. Kraków: WUJ

Hyman, B., Pedrick, Ch. (2014). Pokonać OCD czyli Zaburzenie Obsesyjno-Kompulsyjne. Praktyczny Przewdonik.Gdańsk: Harmonia Universalis

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s